Brzoza w ogrodzie

Postanowiłam dodać parę słów o brzozie na naszej stronie. Dlaczego właśnie o tym drzewie? Ponieważ uważam je za jedne z najwspanialszych drzew w przyrodzie i to pod wieloma względami, o czym poniżej.
Żałuję, że rośliny te są traktowane niczym chwasty na ogrodach i terenach zielonych. Drzewo to posiada niezwykłe właściwości, które nie powinny być nam w żaden sposób obojętne.
Z biegiem lat, pracując w ogrodnictwie i zakładając ogrody, zauważyłam dość ciekawą tendencję w związku z pojawianiem się tych ciekawych roślin.
Często spotykając się po raz pierwszy z klientem na planowanym ogrodzie, który jest terenem ze świeżo zbudowanym domem na byłym polu uprawnym, doświadczamy obrazu pojawienia się pierwszych roślin, tzw. samosiejek.
O ile o różnych gatunkach bylin, traw i krzewów można rozprawiać względem rodzaju nieużytku, o tyle cechą dla każdej gleby po polach uprawnych, jest pojawienie się na 98% przypadków właśnie brzóz…
Dziwne? Może troszeczkę, ale pamiętajmy, że brzoza jako taka nie ma specjalnych warunków uprawowych, a jej nasiona potrafią wędrować z wiatrem na dużych odległościach. Nieużytki po polach, które przekształcają się na urzędowym papierze w grunty z warunkami zabudowy, są dość dobrym materiałem glebowym dla odpowiedniego rodzaju roślinności. Co trudniej już wytłumaczyć, to po pierwsze, fakt pojawienia się zawsze brzóz jako pierwszych drzew na danym terenie (często z drzewostanu pojawiają się tylko one…), a po drugie, bywa i tak, że teren jest dość dobrze osłonięty np. przez ścianę pobliskiego osiedla lub lasu iglastego, w promieniu kilku kilometrów nie ma ani jednej dorosłej brzozy, a tu nagle pojawiają się siewki brzózek. Oczywiście, nie szukamy tu zjawisk nadprzyrodzonych, ale jedynie dzielę się z Wami obserwacjami nie tylko moimi, ale pracowników Beltane oraz spostrzegawczych klientów. Doleję jeszcze nieco oliwy do ognia i w kontekście drugiego z w/w przykładów dodam, że owe siewki nie pojawiają się – lub robią to rzadko – na założonych ogrodach, ale właśnie tam, gdzie nic się nie dzieje, pod warunkiem, że nie ma dorosłych egzemplarzy brzóz w pobliżu osiedla/posesji.
Są to nasze obserwacje, które łatwo sprawdzić samemu, jeśli mieszka się w podobnym miejscu, jak to wspomniane.
O tym, że brzoza jest drzewem o właściwościach nieco odbiegających od obecnych i obowiązujących paradygmatów cywilizacyjnych, muszę nadmienić, że nasi przodkowie, którzy byli nieco bardziej związani z Matką Naturą niż my dzisiaj, wierzyli w nadprzyrodzone siły drzemiące w brzozie. Przykłady to sadzenie brzóz na cmentarzach jak i przy samych grobach, a także wykonywanie kołysek z drewna brzozowego dla ochrony niemowląt.
Oba przykłady to ni mniej ni więcej, jak wiara w ochronne możliwości brzóz przed duchami i innymi siłami niekoniecznie łaskawymi dla żyjących.
Kiedyś złymi mocami nazywano między innymi, to co sprawia, że czujemy się źle w danym miejscu i to zarówno psychicznie jak i fizycznie. Dzisiaj zmieniliśmy nazewnictwo i spojrzeliśmy na złe moce szkiełkiem naukowca, i już wiemy, że owe niekorzystne moce to jony dodatnie wytwarzane np. w pomieszczeniach i przestrzeniach gęsto ograniczanych. Magia brzóz polega na tym, że potrafią one wytwarzać jony ujemne, które poprawiają samopoczucie i redukują skutecznie jony dodatnie. Jakby nie patrzeć, z matematyki doskonale pamiętam, że plus i minus razem dają zawsze minus 🙂 .
Dobroczynność brzóz doceniona jest w przemyśle farmaceutycznym, spożywczym i kosmetycznym.
Sama wraz z rodziną popijamy napar z liści i kwiatostanów zbieranych w kwietniu, a następnie suszonych i służących nam przez cały rok aż do następnego sezonu.
Na co służyć nam będzie herbatka? Przyspiesza metabolizm. A więc drogie panie, systematyczne picie naparu z brzozy pomoże nam w odchudzaniu, poprawi krążenie, a i cellulit może zredukować 🙂 . Dobrze jest pamiętać o brzozowej herbatce przy podwyższonej gorączce i przy kłopotach z pęcherzem.
Jednakże najważniejszym z darów jest oskoła, czyli sok z brzozy. O ile posiada wiele zalet, które łatwo znaleźć w Internecie, o tyle z punktu widzenia ogrodniczki, mogę powiedzieć, że zbieranie soku powinno odbywać się tylko z tych zdrowych drzew, które przeznaczone są z różnych przyczyn do wycięcia. Sukcesywne pozyskiwanie soku z jednego egzemplarza, skazuje drzewo na śmierć, więc jeśli decydujemy się na tego typu zabieg, przemyślmy je dość konkretnie, ponieważ pobieramy życiodajny płyn, którego brak lub niedobór powoduje chorobę i martwicę drzewa.
W kosmetyce oskoła jest ważnym elementem, z którego wytwarzana jest tzw. woda brzozowa. Z samej brzozy wytwarza się szereg kosmetyków, ponieważ ekstrakty potrafią zmniejszyć dolegliwości łuszczycy i innych stanów chorobowych skóry.
Tak naprawdę to mnóstwo informacji można znaleźć odnośnie brzozowych „przetworów” i „wytworów” w Internecie i książkach.
Dla mnie jako ogrodnika, istotne są względy zasadności sadzenia lub pozostawienia brzóz w ogrodzie. Pamiętać musimy, że jeśli zdecydujemy się na to piękne drzewo, to powinniśmy wziąć pod uwagę jej zachłanne skłonności na wodę i składniki pokarmowe.
Pod brzozą zawsze będziemy mieli uboższą glebę, a rośliny posadzone w jej sąsiedztwie będą wymagały nieco więcej troski niż te, które brzozy nie mają w swoim otoczeniu.
Brzoza wysysa dość dużo azotu z gleby, dlatego to najbardziej o tym pierwiastku powinniśmy myśleć, gdy zasilamy nasz ogród z brzozami w tle.
Decydując się na brzozy, nie zapomnijmy o tym, iż wiosną będziemy mieli do czynienia z lepkim sokiem zgromadzonym na otwierających się liściach, który kapie i zabrudza nam otocznie drzewa. Gdy pojawi się lepki sok, pojawiają się też i mrówki, które szaleją na jego punkcie, więc wędrówki i długie kolumny tych pracowitych istot nie powinny i nie mogą nas dziwić, a tym bardziej denerwować, jeśli będziemy pamiętać, że wszystko dzieje się zgodnie z naturą.
Problematyczne mogą okazać się dla niektórych także i opadające liście jesienią, których jest sporo w przypadku dorosłego drzewa. Także i w tym przypadku, pamiętajmy, że decydujemy się na ogród, decydujemy na umieszczenie bądź pozostawienie brzozy, a więc i na to, że ogród to praca, także i ta związana ze sprzątaniem liści, które znajdą swoje świetne zastosowanie w kompostowniku oraz jako materiał do kopczykowania innych roślin naszego ogrodu.
Miało być krótko, a tu wyszedł mi niemały artykulik 🙂 . Mam nadzieję, że przybliżyłam wam nieco tę wspaniałą i wyjątkową roślinę z piękną i jedyną w swoim rodzaju biało czarną korą.
Reasumując, muszę podkreślić jedną zasadniczą rzecz dotyczącą brzóz w każdej odmianie:
Nie obawiajmy się brzozy w ogrodzie, zawsze warto mieć ją choćby tylko jedną 🙂 .

Na koniec, jako ciekawostkę, postanowiłam zamieścić pewną historię związaną z brzozą, a którą na własnej skórze przeżył mój mąż.
Może zabrzmieć ona nieco dziwnie i niewiarygodnie, ale jest prawdziwa. Poniższa opowieść jest dla tych, którzy kochają przyrodę tak samo jak i my, widząc w roślinach życie i nieco odmienną od ludzkiej inteligencję, a nie element pustej architektury krajobrazu.

„Kilka lat temu postanowiłem odnowić swój przydomowy ogród. Chodziło o urządzenie kącika do posiedzenia z książką lub whiskey w ręku. Sęk w tym, że w tymże miejscu rośnie dość duża brzoza, a tuż pod nią miało zostać założone patio. Wiedziałem, że będę zmuszony do przycięcia dwóch dość dużych korzeni, tak by ułożyć płyty betonowe i wysypać kamień dla planowanego zakątka. Przez tydzień przygotowywałem się do weekendowej pracy obchodząc drzewo, robiąc wyliczenia i pomiary. Na trzy dni przed zaplanowaną pracą, niespotykanie silnie i obficie z brzozy, a konkretniej z jej starych zabliźnionych ran, zaczęła wyciekać oskoła. „Krwawienie” było tak silne, że gdzieniegdzie pod drzewem porobiły się nieduże kałuże. Zjawisko obserwowałem z całą rodziną i nie za bardzo wiedziałem co się dzieje. Pod koniec drugiego dnia wylewania soku ku mojemu zadowoleniu oraz zasmuconym już teraz ruchom mrówek, które w niespotykanej ilości zebrały się na brzozowy „Octoberfest”, kapanie zakończyło się. Całe zdarzenie było co najmniej dziwne i w całej mojej karierze zawodowej (i prywatnej) niespotykane. W weekend, zgodnie z planem, rozpocząłem prace ogrodowe. Brzozę nieco okopałem i wziąłem się za cięcie dwóch wspomnianych rozgałęzień. Jakie zdumienie mnie ogarnęło gdy zauważyłem, że owe dwa nadal świeże rozgałęzienia były zupełnie w środku… suche! Podczas dalszych prac, niejedne korzenie – zdecydowanie mniejsze i młodsze – jeszcze musiałem przyciąć i mimo, że każdy z nich wykazywał takie same cechy świeżości jak dwa przytoczone, to jednak każdy z nich różnił się tym, że miał sporo oskoły i nie był suchy…
Fakty niespotykanego wyciekania oraz świeże, ale wysuszone korzenie, natychmiast połączyłem ze sobą.
Wnioski do jakich doszedłem pozostawiam sobie, a Wam drodzy czytelnicy opinię na temat w/w zdarzeń pozostawiam pod rozwagę.

Kinga Sołtysiak