Nawozy długodziałające mitem ogrodnictwa

wpis w: Porady ogrodnicze | 0

dsc_0115Kilkuletnia praktyka ogrodnicza, opinie prawdziwych ogrodników, a także kilkunastoletnie doświadczenie  w trakcie dorastania w rodzinie ogrodniczej skłoniło mnie do napisania tego krótkiego artykułu. O czym dziś będzie mowa? Dziś będzie o nawozach, a konkretniej o tzw. nawozach długodziałających. Postanowiłem zabrać głos w tym dość istotnym dla mnie jako ogrodnika temacie.
Często borykam się z zapytaniami odnośnie tychże nawozów, a jeszcze częściej spotykam je w ogrodach – ogrodach, które miały już jakieś nasadzenia lub, które są przez nas serwisowane.
Niestety, moja opinia jest zawsze delikatnie mówiąc mało przychylna.
Rozkopując glebę pod daną rośliną często znajdujemy tam granulki nawozu długodziałającego. Pytam wówczas właściciela ogrodu kiedy nawóz był wysypywany. Odpowiedzi są koniec końców bardzo podobne, np. „Wie Pan, wysypałam to z dwa lata temu…”, „Oj, nie pamiętam! Dawno.”, „Ktoś tam coś wysypał??”. Skąd zdziwienie, skoro kiedyś przecież ktoś nawoził? No właśnie, słowo kiedyś jest kluczowe.
W  dwóch punktach poniżej przytoczę skrótowo najważniejsze zarzuty w kontekście tego „cudownego” preparatu:

  1. Producenci nawozów długodziałających reklamują je jako składnik niezbędny dla roślin ogrodowych jak i domowych. Każą nam wierzyć, że „inteligentna” kuleczka nawozu uwalnia stopniowo składniki w niej zawarte; że proces rozkładu nawozu jest długotrwały, dzięki czemu roślina stale jest dokarmiana niezbędnymi składnikami; itp.
    Popieram w tym miejscu opinię producentów w kwestiach odnośnie długiego czasu rozkładu, a także stałego karmienia rośliny – popieram co nie znaczy, że rozumuję to w taki sposób jakby tego chcieli i na co nabierają osoby nieznające się w tematyce nawożenia ogrodowego.
    Drodzy czytelnicy, długi czas rozkładu podyktowany jest rodzajem gleby, o czym nie zawsze producenci mówią; i tak dla przykładu, w glebach przepuszczalnych, piaszczystych nawóz praktycznie nie działa wcale. Aby proces rozkładu został zapoczątkowany niezbędne jest zachowanie wilgotnej gleby, gdzie wilgoć wraz z gęstością i przepuszczalnością gleby są kluczowym „paliwem” niezbędnym do rozpoczęcia procesu. Niestety, w glebach o właściwościach torfowych, gdzie ziemia daje wręcz idealne warunki do rozpadu nawozu, sama „cudowna” odżywka spełnia swoje zadanie w zaledwie 20%. Powodem jest osłonka żywiczna, która skutecznie katalizuje wydostanie się składników odżywczych. Nie rozkłada się ona wolno w ziemi, tak jak deklarują producenci, a wręcz przeciwnie, często zdarza się że nie rozkłada się wcale.
    Maszyny wytwarzające granulat nie funkcjonują w sposób dokładny i niestety często w opakowaniu, które kupujemy dostajemy większość samej osłonki żywicznej, która wewnątrz jest pusta albo osłonka jest po prostu kuleczką żywicy. Tu nie ma co się rozkładać, nie ma czym dokarmiać, ale na pewno daje radę wyciągnąć z kieszeni kilkaset złotych za opakowanie na co oczywiście producenci liczą.
    Jeśli założymy, że wspomniane 20% skuteczności będzie zachowane (producenci zakładają skuteczność granulek pomiędzy 90 a 100 %, co koniec końców jest kłamstwem i chwytem reklamowym biorąc pod uwagę słowa autora tego tekstu) to niestety, powolne uwalnianie składników w sposób ciągły nie jest dobre dla rośliny. Posłużę się przykładem. Załóżmy, że będąc na miesięcznym urlopie nie będziemy spożywać pokarmów, a zamiast tego podłączymy się pod kroplówkę, która będzie stale dozować do krwiobiegu nam składniki niezbędne do przeżycia. Konsekwencje dla naszego organizmu będą opłakane, ponieważ nasz układ pokarmowy stopniowo będzie się oduczał przyswajania stałego pokarmu i rozkładania go na części pierwsze. Identycznie jest z rośliną. Nawożenie ma za zadanie dokarmianie rośliny, a nie bezpośrednie jej karmienie. Korzenie każdej z roślin zbudowane są tak, aby przyswajać składniki zawarte w jej naturalnym środowisku, bez dodatkowych substancji, które są DODATKIEM, stworzonym dla i przez ludzi. Co to oznacza? Ni mniej ni więcej, a tyle że nawozy docelowo miały dawać rolnikom lepsze i większe plony, a w ogrodnictwie rośliny bardziej kwitnące i odporne na warunki atmosferyczne. Nawozy te to nic innego, jak pewien rodzaj anabolików, sterydów, które mają za zadanie dać efekty planowane przez człowieka, co nie oznacza, że są zgodne z naturą – pamiętajmy o tym.
    Aby mnie źle nie zrozumieć: nie jestem wrogiem nawożenia roślin, wręcz przeciwnie, nawożę i robię to zawsze gdy tego wymaga sytuacja jak i sama roślina, ale drodzy czytelnicy, robię to z głową, czyli dokładnie odmierzam dawki biorąc pod uwagę skład chemiczny produktu, gatunek rośliny, rodzaj gleby, nasłonecznienie (tak, tak zdrowo zachodząca fotosynteza jest tu niezmiernie ważna), sąsiedztwo rośliny i wreszcie sezon, czyli moment nawożenia w roku. Jak sądzicie Państwo, czy nawozy długodziałające biorą pod uwagę wszystkie w/w czynniki? Odpowiedź nasuwa się sama, ale producenci są innego zdania, widząc „inteligencję” nawozu na równi ze swoimi chyba aż nadto wywyższanymi dyrektorami handlowymi (swoją drogą, ciekawi mnie owa inteligencja tych ostatnich w tym kontekście 😉 ).
    Owe 20% skuteczności jest szkodliwe z jeszcze jednego powodu. Jeśli związki uwalniane są Zimą oraz w okresie ją poprzedzającym, to mamy do czynienia ze złym przygotowaniem się rośliny do czasu zimowego, czyli czasu spoczynku rośliny. Pobierając składniki, roślina staje się mniej odporna i podatna wpierw na przemarznięcie jej niektórych części lub jej całości. Osłabiona odporność przyciąga wiosną większe ilości szkodników i tworzy łatwiejsze warunki do rozwoju chorób i niechcianych grzybów.
    Konsekwencje? Otóż, Wiosną ekipa ogrodnicza musi poradzić sobie ze wszystkimi wyżej opisanymi przypadłościami, które no cóż, właściciele nieznający się w tematyce, sami zafundowali roślinie, przy cichym przyzwoleniu sprzedawcy w sklepie ogrodniczym, który nota bene też ma wiedzę często dość ograniczoną, i rechocie producenta który przecież nie miał obowiązku poinformowania nas o tym wszystkim co zawarte w tym artykule i który nie zwróci nam kosztów związanych z serwisem ogrodu…
  2. Kolejnym minusem nawozów jest ich cena. Koszty zakupu obojętnie jakiej ilości nawozu, to nabijanie w butelkę kupujących – tak to odbieram.
    Konsument widząc kolorowe opakowanie, markę kojarzoną z reklamą TV, słysząc same pochwalne słowa sprzedającego walczącego u producenta o lepszy próg rabatowy związany ze zwiększoną sprzedażą danego produktu, no i na koniec padające magiczne słowa „raz Pani wysypie i nie trzeba wcale nawozić” – daje się nabrać na wszystkie triki handlowe i niestety kupuje, otwiera, „nawozi”, a skutki dla rośliny mogą okazać się opłakane
    Koszty zakupu tychże  „cudowności” są wyższe, ale magia słów „nie robię nic i będzie rosnąć w oczach” jest silniejsza aniżeli spędzony czas na studiowaniu fachowej literatury, która w sposób niekomercyjny opisuje jak, czym i kiedy nawozić rośliny (to także bardzo istotne by nie czytać poradników stworzonych przez producentów lub przez osoby z korporacjami współpracujące lub opłacane; tyczy się to też popularnych, lubianych i niestety opiniotwórczych wszystkich programów telewizyjnych o tematyce ogrodniczej w naszym kraju, które więcej skupiają się na lokowaniu produktu niż na jego przydatności i skuteczności w długim czasie oddziaływania). Tak funkcjonujemy jako ludzie – niestety.
    Faktem jest, że czasem na kilkukrotne nawożenie możemy wydawać nieco więcej pieniędzy w całym sezonie, aniżeli na całą paczkę jednorazowego zakupu.
    Jednakże wszystko zależy, jak bardzo chcemy się zagłębić w tajniki nawożenia. Mając odpowiednią wiedzę będziemy mogli sami porównać informacje zawarte na etykiecie produktu za więcej niż 40 zł, z produktem tańszym nawet o połowę, a który będzie posiadał ten sam skład odżywczy w identycznych, a często nawet lepszych proporcjach. Dobrym rozwiązaniem jest poszukiwanie nawozów rolniczych, które swym składem i właściwościami nie różnią się od nawozów ogrodniczych. Warto o tym pamiętać, ponieważ nawozy rolnicze są pakowane w większych ilościach, a przede wszystkim zakupić możemy je za rozsądne pieniądze.

Drodzy czytelnicy i sympatycy Beltane Ogrody, zwracam się do Was z prośbą by dbać o naturę, by dbać o te skrawki ziemi na swoich posesjach i nie dać się nabierać na chwyty reklamowe dużych firm produkcyjnych, które już dawno odeszły od troski o środowisko. Nasze podejście proekologiczne do wszystkich odwiedzanych przez nas ogrodów, jest Wam dobrze znane i cenione, dlatego posiłkując się opinią na nasz temat i wywalczone dzięki temu zaufanie, chcemy wykorzystać je do walki z nieuczciwymi producentami jak i mitami przezeń tworzonymi, choćby tym krótkim artykułem.
Zadbajmy o nasze rośliny, które są przecież żywymi organizmami wspomagającymi nas na wiele sposobów. Odwdzięczymy im się dając im tylko to co potrzebują, a już najlepiej w formie łatwo przyswajalnej, a przede wszystkim naturalnej.
Zachęcamy do dzielenia się tym artykułem wśród rodziny i znajomych, tak by i oni nie przyczyniali się do nakręcania machiny szkodliwej dla środowiska, a ich świadomość ekologiczna była korzystna dla nas wszystkich, czego życzę Wam i sobie samemu także :).

Łukasz S.